Polecane Strony:

bsalpserwis.pl - Sprzątanie obiektów Mazowieckie
duks.pl - adwokat Gdańsk
domyzbali.boot.pl - domy z bali
bohdanowicz.nieruchomosci.pl - nieruchomości Bydgoszcz
aurelka.pl - buty dla dzieci
Zapraszamy.
A A A

Wszystko dla Pań

 

 

 

- Moje drogie dziecko - powiedziała następnie z nieco smutnym uśmiechem - przed tobą
nie potrzebujemy ukrywać prawdy. Interesy idą źle, mój mąż nie sypia po nocach.
Dzisiaj właśnie męczył go Gaujean o nie wykupione weksle. Umierałam z niepokoju
siedząc tutaj sama.
Zwróciła się w kierunku drzwi, ale Denise zatrzymała ją. Do uszu jej dobiegł gwar
tłumu. Domyśliła się, że niosą rannego, a za nim tłoczy się ciżba żądna sensacji.
Z wyschniętym gardłem, nie znajdując słów pocieszenia, które chciałaby wypowiedzieć,
wybąkała pośpiesznie:
- Niech się pani nie niepokoi, to nic groźnego. Tak, widziałam pana Robineau,
zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Właśnie go niosą, ale bardzo panią proszę,
niech się pani nie przeraża.
Młoda kobieta słuchała tych słów bardzo blada, nie rozumiejąc jeszcze, co się stało.
Ulica zapełniła się ludźmi, zatrzymani dorożkarze przeklinali; czterej mężczyźni
postawili nosze na ziemi, aby otworzyć obydwie połowy oszklonych drzwi.
- To z pewnością wypadek - mówiła dalej Denise, zdecydowana zataić, że podejrzewa
samobójstwo. - Znajdował się właśnie na trotuarze, pośliznął się i upadł pod koła
omnibusu. Przejechał mu tylko nogi. Szukają doktora. Niech się pani nie niepokoi.
Panią Robineau wstrząsnął dreszcz. Wydała kilka niewyraźnych okrzyków; potem bez
słowa runęła koło noszy i drżącymi rękami odsunęła płótno. Ludzie, którzy przynieśli
rannego, czekali przed domem, aby zabrać nosze, gdy wreszcie znajdzie się lekarz.
Na razie nie chciano ruszać nieszczęśnika. Robineau odzyskał już przytomność i cierpiał
straszliwie przy najmniejszym poruszeniu. Dwie wielkie łzy spłynęły mu po policzkach,
kiedy zobaczył żonę, która pocałowała go i zaczęła płakać wpatrując się w niego bezradnie.
Na ulicy tłok nie zmniejszał się, głowy, jak na widowisku, wychylały się jedna obok
drugiej, oczy błyszczały: robotnice, którym udało się wymknąć z pracowni, o mało
nie wypchnęły szyb wystawowych, żeby lepiej widzieć. Chcąc odgrodzić się od tej gorączkowej
ciekawości i uważając, że nie wypada, aby sklep w takiej chwili był otwarty, Denise
postanowiła opuścić metalowe żaluzje. Sama zabrała się do korby i puściła w ruch
zgrzytliwą maszynerię. Blaszana zasłona opuszczała się powoli jak kurtyna po piątym
akcie. Gdy wróciła do sklepu i zamknęła za sobą
matę półokrągłe drzwi, zastała panią Robineau ciągle jeszcze trzymającą rozpaczliwie
męża
w objęciach, pośród mętnego światła wpadającego przez dwa gwiaździste otwory wycięte
w blasze. Zaniedbany sklep zdawał się zapadać w nicość i tylko dwie gwiazdy świeciły
nad tym krwawym dramatem paryskim. Wreszcie pani Robineau odzyskała mowę.
- Och, , mój najdroższy! . Mój najdroższy! Tylko te słowa przechodziły jej
przez gardło. Wówczas Robineau wyznał wszystko, dręczony wyrzutami sumienia na widok
żony klęczącej z opartym o krawędź noszy brzuchem, który zdradzał ciążę. Kiedy nie
ruszał się, nie czuł bólu, jedynie nogi ciążyły mu jak ołów.
- Przebacz mi, chyba postradałem zmysły. Kiedy dowiedziałem się, że jutro mają
wywiesić ogłoszenie o upadłości, zdawało mi się, że nasz dom się pali. Nie pamiętam,
co się stało potem. Szedłem ulicą Michodierei zdawało mi się, że ludzie z magazynu
Wszystko dla Pań wyśmiewają się ze mnie, że ten przeklęty gmach przytłacza mnie.
Wtedy zobaczyłem na zakręcie omnibus, pomyślałem o panu Lhomme, o jego ręce i
rzuciłem się pod koła.
Pani Robineau opadła z wolna na podłogę, przerażona tym wyznaniem. On chciał umrzeć!
Chwyciła za ramię Denise, która nachyliła się ku niej, przejęta do głębi. Ranny,
którego wyczerpało wzruszenie, znowu stracił przytomność. A lekarz nie przychodził!
Dwaj mężczyźni wrócili już po daremnych poszukiwaniach w całej dzielnicy, teraz z
kolei wyszedł w tym samym celu dozorca.
- Niech się pani nie martwi - powtarzała machinalnie Denise, , płacząc także. Wówczas
pani Robineau, siedząc na ziemi z głową na wysokości noszy, oparła policzek o płótno,
na którym leżał jej mąż, i zwierzyła się Denise:
- Och! Gdybym ci opowiedziała. To przez miłość dla mnie on chciał umrzeć. Mówił
ciągle: okradłem cię, te pieniądze należały do ciebie. Nocami śniło mu się sześćdziesiąt
tysięcy franków, budził się oblany potem, oskarżał się o niedołęstwo. Kiedy się
nie ma głowy do interesów, nie ryzykuje się cudzego majątku - mówił. Wiesz, jaki
zawsze był nerwowy, jak się ciągle kłopotał. Chwilami przewidywał rzeczy, które mnie
przerażały, widział mnie w łachmanach na ulicy - żebrzącą, mnie, którą tak mocno
kochał, którą chciał widzieć bogatą i szczęśliwą. - Spojrzała na męża i widząc,
że ma oczy otwarte, zwróciła się do niego urywanym głosem: - Ach, dlaczego to zrobiłeś?
Uważasz mnie za taką złą kobietę? Jest mi zupełnie wszystko jedno, czy będziemy zrujnowani,
byle tylko być razem. Pozwól im wszystko zabrać. Wyjedziemy gdzieś tak, żebyś
o nich nie słyszał. Będziesz pracował i wszystko się dobrze ułoży, zobaczysz.
Pochyliła czoło tuż nad bladą twarzą męża. Milczeli teraz oboje, wzruszeni wspólnym
nieszczęściem. Zapanowała cisza, sklep zdawał

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 53 Następna »